Kim jestem, kiedy nie jestem zajęta?
- 30 cze
- 2 minut(y) czytania
Przez większość życia miałam coś do zrobienia. Studia, własna firma, dzieci, zajęcia, kursy, projekty. Kiedy kończyło się jedno zadanie, pojawiało się następne. Czasami narzekałam, że jestem zmęczona, że doba jest za krótka, że marzę o chwili spokoju. W końcu dobiegłam do ściany - podjęłam decyzję, która tego spokoju miała mi dać więcej - zamknęłam studio.

Jednak wolny czas wcale nie rozwiązuje wszystkich problemów. Bo kiedy z kalendarza znikają kolejne obowiązki, pojawia się coś, na co wcześniej nie było miejsca. Nuda, która okazała się trudniejsza niż zapierdziel. Czy na pewno zrobiłam dobrze? Może dało się jeszcze uratować tę firmę? Może powinnam bardziej walczyć, więcej pracować? Jestem leniwa! Dlaczego mam więcej czasu, a mimo to nie potrafię go dobrze wykorzystać?
Myślałam, że kiedy zwolnię, nauczę się odpoczywać. Tymczasem odkryłam, że odpoczynek i brak pracy to nie jest to samo. Nie myślę już codziennie o rachunkach za lokal, wynagrodzeniu pracowników czy tysiącu drobiazgów związanych z prowadzeniem własnego miejsca. Mam więcej luzu. Więcej przestrzeni na rodzinę. Czasem spontanicznie pójdę na kawę, mam czas zadbać o siebie: fizjoterapia, siłownia, kolorowanki itp. Ale męczy mnie robienie "nic", bo najczęściej sięgam wtedy po telefon i social media.
Przyznaj się - nie umiem odpoczywać!!! Mam ogromne wyrzuty sumienia. Przez lata przyzwyczaiłam się, że moja wartość jest związana z działaniem, tworzeniem, byciem zaradną, z ogarnianiem. Teraz próbuję nauczyć się czegoś zupełnie nowego. Nie jak robić więcej. Tylko jak być.

Jak mi idzie? Wymyśliłam już dwa nowe biznesy - jeden to rozwój tego, co mam, drugi coś całkiem nowego. Próbuję się w ogrodnictwie balkonowym - mamy ogórki, pomidory, groszek i melona. Wymyślam nowe rutyny dnia, żeby zająć się sobą jakościowo - poranna herbatka, suplementy na wieczór, obiad zawsze o tej samej godzinie. Słucham audiobooków - głównie romansów. No i jakoś się kulam...


